Jeden dzień, całe życie.

Jeden dzień, całe życie.

Każdy by chciał, by jego życie składało się wyłącznie z ładnych obrazków. Myślałem, że moje właśnie takie będzie. Aż wydarzył się TEN dzień. Jedna chwila odmieniła całe życie. Na zawsze. Ale nie ma sytuacji bez wyjścia.

To co mnie spotkało dało mi porządnego kopa. Skłoniło do myślenia nad sensem życia –ogólnie, ale i życia w sytuacji, w jakiej sam się znalazłem. I jak to w życiu bywa, człowiek potrzebuje czasu, by zrozumieć niektóre rzeczy i znaleźć wyjście z sytuacji wydającej się bez wyjścia. Jeśli ma w sobie choć trochę chęci i nadziei - poradzi sobie. Jestem przekonany, że to jak potoczy się życie zależy głównie od nas.

Wypadek i „nowe życie”
Jak to się stało? Historia jest właściwie banalna. Byłem dzieciakiem, miałem zaledwie 13 lat. Nie miałem pojęcia o zagrożeniu jakim jest prąd. To była zabawa. Zdarzył się wypadek…
Straciłem obie ręce.
Po wypadku człowiek czuje się jak po wojnie. Ale też z wojną jest tak, że kiedy się kończy – można i trzeba wszystko odbudować. Może nie będzie już tak samo. Ale będzie.
Ja też postanowiłem tak zrobić: odbudować życie.
Bywałem w bardzo złej formie psychicznej. Przychodziły dni, że brakowało mi sił. Nie umiałem wyobrazić sobie swojej przyszłości. Ale jakoś nigdy nie pomyślałem o przerwaniu życia. Miałem niewyobrażalnie trudne chwile, ale zawsze byłem w stanie przetrwać. Mówiłem sobie: - Dasz radę, stary. Czasem zastanawiam się nawet, skąd we mnie tyle optymizmu? Na początku „nowego życia” - czyli życia bez rąk uświadomiłem sobie, że nie będzie lekko. Nie robiłem sobie nadziei, że… no właśnie: że co? Że zrobią mi protezy, które będą idealne jak rączki i będzie jak dawniej? Że nikt nie zorientuje się, że ten facet nie ma rąk? Nigdy takie gadki lekarzy nie działały na mnie pozytywnie. Raczej drażniły mnie i wkurzały. Jeszcze jako mały chłopak, zaraz po wypadku potrafiłem sam sobie uświadomić, że oto już inaczej nie będzie. Już po wszystkim. Dawnego życia nie ma. Nic i nikt tego nie zmieni.

Ludzie
Grunt to dobre nastawienie do otoczenia, do ludzi. No właśnie ludzie... Jest takie powiedzenie, że są ludzie i ludziska. Ciężar oczu na moich plecach czuję do dziś. Zapewne będę go dźwigał już zawsze, bo ludzie mają oczy i patrzą. A w końcu człowiek bez rąk to niecodzienny widok. Dostarczam wiele wrażeń, emocji, pytań... „Oj biedny chłopak, jak on sobie radzi?”. Albo raczej: „on sobie w niczym nie poradzi”…
Stękanie znajomych, bliskich, rodziny tak mnie czasem potrafiło zdołować, że nie chciało mi się dłużej słuchać wszystkich dobrych rad i życiowych mądrości. Bo skąd oni niby mogli wiedzieć jak się czuję, jak jest mi ciężko? Nie zrozumie ten, kogo nie boli. Z niepełnosprawnością można sobie poradzić, gorzej z reakcją ludzi.
Codziennie udowadniam, że niepełnosprawny jest TAKI SAM jak wszyscy. Dzięki temu ludzie inaczej mnie postrzegają. Taka wspólnota pełnosprawnych z niepełnosprawnymi kończy się korzyścią. Dla obu stron.

Praca
To bardzo ważne. Bo daje nie tylko pieniądze, wypełnia czas, ale też pozwala na bycie wśród ludzi. Od zawsze pasjonowały mnie komputery, Internet, nowe technologie. Nauczyłem się obsługiwać klawiaturę stopami. Nie uwierzycie, ale to wcale nie jest takie trudne. Dostałem posadę w Urzędzie Miasta. Praca dodała mi pozytywnej energii i nadziei. Nie żyję z renty inwalidzkiej, mogę utrzymać rodzinę. Bez pracy żyłem w warunkach, powiedziałbym, ekstremalnych. Co tu dużo mówić: bieda piszczała i dosłownie na nic nie było mnie stać. Do tego wszystko, co może usprawnić życie komuś takiemu jak ja, jest bardzo drogie.
  
Rodzina
To najważniejsze. Żeby kochać i być kochanym. Czy jestem człowiekiem szczęśliwym? Najszczęśliwszym na świecie. Bo przecież mam swoją wspaniałą rodzinę: Żonę i trzy córeczki. Moje dziewczyny dają mi siłę i wiarę, że wszystko się uda. Stworzyliśmy dom zbudowany z miłości, zaufania i ciepła.

Marzenia
Marzenia się spełniają, jeśli się do nich dąży.
Moim zrealizowanym marzeniem jest prowadzenie samochodu, pomimo braku rąk. Udało mi się osiągnąć to dzięki życzliwości wielu ludzi.

Budowa domu.
Bardzo wdzięczny jestem ludziom dobrej woli. To z ich pomocą w sierpniu 2009 r. rozpoczęła się budowa naszego domu. Dom został wybudowany przy wsparciu firm i osób prywatnych oraz z pomocy osób przekazujących 1 % podatku na rzecz naszej budowy. Styczeń 2017 zakończenie prac budowlano - wykończeniowych.

Działam
Postanowiłem wydać książkę, w której zgromadzę szereg historii podobnych do mojej. Opowiadania ludzi, którym w ciągu jednej chwili świat przewrócił się  do góry nogami. Ciągle zbieram do niej materiały.

 

Uwaga! W tym miejscu, powstaje niezwykła książka.

Jeden dzień – całe życie.

Każdy przeżył coś, co odmieniło jego życie. Jeden dzień i nic nie było już takie, jak wcześniej... I Ty opowiedz swoją historię.

Ta książka będzie próbą odpowiedzi na pytanie: czy można przezwyciężyć zły los? Jak sobie z nim poradzić ?

Najciekawsze historie znajdą się w książce. Gotowe dzieło zostanie wydane i trafi na rynek księgarski.

Dołącz się. Do dzieła! Czekam na Twoją historię!

01. Mirek Jeznach. Moja historia.

Historie można przesyłać na adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Historie nadesłane:

02. Jesienna opowieść o miłości.

03. Historia Edyty.

04. Dzielna Mała.

05. 10 minut na wieczność.

06. Nawet o światełko w tunelu trzeba walczyć.

07. Sekutnica 666.

08. Twins.

09. Jeden dzień z życia.

10. Zapalony Kibic.

11. Alkoholik też ma marzenia.

Ilość odsłonIlość odsłon52116

Trucker TV